Site Loader

W końcu nadszedł ten dzień, w którym zdecydowałam się na umieszczenie tutaj podsumowania mojej nieskończonej (jeszcze!) pracy z panelami sensorycznymi. Stwierdziłam, że nie ma co zwlekać z tym do wiosny i voilà! Oto mój pierwszy wpis na blogu o charakterze DIY. 

Panele sensoryczne zachwyciły mnie na Instagramie. Znajdziecie tam kilkanaście kont, które posiadają je w sprzedaży. Przyznam się szczerze, że najbardziej spodobały mi się te w kształcie plastra miodu i skusiłam się na zakup małego zestawu memorków sensorycznych. Chciałam dla syna dokupić jeszcze panele w wersji XL, ale kwota za cały zestaw trochę mnie przeraziła, dlatego postanowiłam zrobić je sama. Od razu uprzedzam, że znajdziecie tutaj opis AMATORSKO wykonanej ścieżki sensorycznej. Nie jestem znawcą pracy z żywicą, nie mam do tego odpowiednich narzędzi. Po opublikowaniu na Instagram Stories zdjęć mojej ścieżki DIY, otrzymałam o nią masę pytań, dlatego opiszę Wam tutaj proces jej powstawania. Sami oceńcie, czy moją ścieżkę sensoryczną można zaliczyć do udanych.

Czego potrzeba do wykonania ścieżki?                                                                          

  • paneli ze sklejki z rantem,
  • kleju na gorąco,
  • żywicy z atestem PZH,
  • papieru ściernego,
  • kleju do drewna (opcjonalnie),
  • wkładów do paneli np. kawy, kamieni itd.,
  • oleju lnianego,
  • mieszadła,
  • dwóch pojemników,
  • rękawiczek jednorazowych,
  • folii malarskiej.

Moje panele ze sklejki zamówiłam w jednej z internetowych pracowni. Jeden kosztował mnie 20 zł. Podstawa i ramka były wycięte ze sklejki osobno, dlatego musiałam je skleić klejem do drewna. Później przetarłam całość papierem ściernym, aby wyrównać powierzchnie.

 

 

Żywicę zamówiłam na Allegro. Pamiętajcie, żeby przed zakupem sprawdzić, czy zawiera ona atest PZH (dopuszczający kontakt z woda pitną innymi art. spożywczymi), aby Wasze dzieci mogły bezpiecznie bawić się panelami. Ta, którą kupiłam, kosztowała ok. 70 zł (1,3 kg) i wystarczyło jej na zalanie 5 paneli. 

Po sklejeniu wszystkich części, do podstaw paneli przymocowałam klejem na gorąco: kostki do gry, drewniane małe literki, gałązki wrzosu, fasolę jasiek  i łańcuch choinkowy. Z tym ostatnim zeszło mi ponad godzinę i stwierdziłam, że całość tak dobrze się trzyma, że nie ma sensu tego zalewać żywicą. 

 

 

Parę dni później przygotowałam sobie dwa komponenty i zmieszałam je według wskazówek producenta. Niestety nie miałam specjalistycznego sprzętu, dlatego wymieszałam wszystko mikserem z nieużywanymi końcówkami do ugniatania ciast. Na stronie producenta znalazłam informację, że mam tylko 10 minut na zużycie żywicy. Udało mi się zalać kolorowe kostki, groch, drewniane literki oraz wrzos. Trochę inaczej było z kawą. Zastanawiałam się, czy wysypać całe opakowanie na panel i po prostu to zalać, czy zmieszać kawę z żywicą w pojemniku i później przełożyć wszystko na sklejkę i uformować. Wybrałam opcję drugą, ponieważ chciałam być pewna, że ziarna dobrze do siebie przywrą i nie będą odpadać.

Zalaną ścieżkę pozostawiłam do wyschnięcia. Producent podaje, że czas całkowitego schnięcia wynosi 14 dni. Po tym czasie wszystkie drewniane elementy zabezpieczyłam olejem lnianym.

 

 

Ile zapłaciłam za całość?

  • panele ze sklejki – 6 szt. x 20 zł = 120 zł
  • klej do drewna – 10 zł
  • klej na gorąco – 12 zł
  • żywica z atestem PZH – 70 zł
  • papier ścierny – 3 zł
  • folia malarska – 2,50 zł
  • kawa – 12 zł
  • łańcuch choinkowy – 6 zł
  • groch jasiek – 3,99 zł
  • wrzos – 5 zł
  • kostki do gry – 15 zł
  • drewniane literki – 15 zł

_________________________

    274,49 zł

Moje panele  z pewnością nie są doskonałe – nie mają zaokrąglonych rogów, niektóre ramki nie przylegają idealnie do podstawy, ale jestem z nich bardzo dumna. W planach mam jeszcze zrobienie 10 z wkładami z kamieni, soli, kaszy, szlagmetalu, kwiatów, cynamonu, szklanych kulek i kamieni oraz herbaty. Gdybym miała coś zmienić, to chyba byłby to kształt. Teraz zdecydowałabym się na kwadratowe, bo łatwiej je do siebie dopasować.

 

P.S. Na początku myślałam, że sam klej na gorąco wystarczy, ale po dniu użytkowaniu paneli przez mojego syna, połowa grochu i kostek była oderwana, dlatego zdecydowałam się zalać wszystko żywicą. Nasza ścieżka ma już ponad pół roku i wydaje się być niezniszczalna. Odpadło jedynie kilka ziaren kawy, ale podobno przy takich sypkich produktach jest to dopuszczalne. Syn ciągle chodzi po panelach, dotyka je, próbuje wyrywać obiekty i nic się z nimi nie dzieje. Absolutnie nie mogę tego porównać do paneli, do których przykleja się przedmioty za pomocą kleju na gorąco. To zupełnie inna bajka i inna jakość użytkowania.

Jak Wam się podoba ścieżka sensoryczna DIY?

 

 

 

Patrycja

18 Replies to “Ścieżka sensoryczna DIY – zrób to sam!”

  1. Witam 😉 właśnie przymierzam się do zrobienia swojej ścieżki. Na allegro są gotowe panele z ramką. Zatrzymałam się na żywicy bo nie mogę znaleźć tej z atestem, na aukcjach nie widzę takiej informacji ;( Może Pani podać firmę, tej którą Pani kupiła?
    Pozdrawiam
    Aga

  2. O matko jakie piękne. Nosilam się z kupnem ale ceny są zawrotne. Nurtuje mnie kwestia zalewania żywicą np wrzosów. Czy nie robi się wtedy gładka powierzchnia? Bo kostki wiadomo- wystają ale jak np z wrzosami?

    1. Dzięki! <3
      Wrzosy zalałam jedną warstwą żywicy i w planach miałam zalanie jej jeszcze raz, bo chciałam uzyskać gładką taflę. Po wyschnięciu okazało się, że zalane elementy, które lekko wystają, świetnie masują dłonie i stopy i tak je zostawię, bo efekt jest ekstra! 😀

    1. Literki kupiłam w sklepie Tedi, a kostki były z gry „Pamięć 3D” marki Alexander. Podobne kości widziałam na Allegro za ok. 20 zł.
      Pozdrawiam! 🙂

  3. Też się zabieram i właśnie mam ten sam dylemat czy wylać żywice i na to materiał czy wymieszać (mam sól, fasolę, kawę, sznur). Planuję też zrobić domino sensoryczne, widziałam na allegro i bardzo fajnie się prezentuje

    1. Ja sól i kawę wrzuciłam do pojemnika, wlałam żywicę i po wymieszaniu dopiero uformowałam całość na panelu. Sznur spokojnie można położyć na panelu i wtedy zalać po bokach.

      Ja właśnie wczoraj zalałam małe memorki, a domino to super pomysł! 🙂

  4. Genialnie to wyszło! Dziękuję za inspirację, zabieram się do planowania;) Mam pytanie odnośnie zalewania fasoli, czy fasolę przyklejałaś a potem żywica? I tak po prostu lałaś żywicę na każde ziarno fasoli? Czy trudno było się wyrobić w te 10 minut ze wszystkim? I czym wyczyściłaś narzędzia (acetonem?) i czy trudno schodziło?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

https://www.instagram.com/conatomamy/